Remont mieszkania – jak nie zwariować i zyskać przestrzeń, której naprawdę potrzebujesz

From WikiStax

Kiedy stajesz przed decyzją o remoncie mieszkania, pierwsze co przychodzi do głowy to stos farby, kurz i niekończące się decyzje. Ale jeśli masz male metraże, każdy centymetr robi różnicę. Zaczęłam od planu – rozrysowałam pokój z dokładnością do pięciu centymetrów. Zamiast standardowej kanapy wybrałam kanapę z funkcją spania z tapicerka welurowa, bo miękka w dotyku i łatwa do czyszczenia. Praktyka nauczyła mnie, że przy remoncie mieszkania najważniejsze jest myślenie o tym, jak będziesz żyć za rok, nie tylko za tydzień. Gdy w salonie pojawiła się nowa zabudowa, od razu wiedziałam, gdzie powędrują prześcieradła i koce.

Coraz częściej wracamy do klasyki – biel, szarość, beż – ale w nowoczesnym wydaniu. Modne kolory ścian to te, które można łatwo zmienić dodatkami – poduszkami, dywanem, obrazami. To świetne rozwiązanie dla osób, które lubią częste metamorfozy. Jeśli boisz się zdecydowanego koloru, pomaluj nim tylko jedną ścianę – na przykład tę za łóżkiem lub kanapą. W sypialni z pojemnikiem na pościel ciemniejszy akcent doda głębi, a reszta w jasnym odcieniu zapewni spokój. Pamiętam, jak u siebie zastosowałam granat na ścianie za wezgłowiem – i to był strzał w dziesiątkę. Pokój od razu nabrał charakteru, a ja nie czuję się przytłoczona. Ważne, by kolor współgrał z tekstyliami – jeśli masz tapicerkę welurową w odcieniu szmaragdu, postaw na ścianę w tonacji nude.

Ostatnio urządzałam mały salon, gdzie głównym meblem było łóżko z pojemnikiem na pościel, bo właścicielka mieszkała sama i chciała maksymalnie wykorzystać przestrzeń. Światło w takim pomieszczeniu musi być rozplanowane inaczej. Zawiesiłam lampę nad wezgłowiem, żeby można było czytać, a do tego mały kinkiet przy drzwiach. Lampy do salonu, które wybrałam, miały ciepłe, żółte światło, żeby nie razić w oczy podczas relaksu. Okazało się, że dzięki temu pokój wydaje się większy, bo światło nie tworzy ostrych granic. To dowód na to, że nawet w małym metrażu można stworzyć przytulną atmosferę, jeśli tylko dobrze dobrać źródła światła do układu mebli.

Podłoga to był kolejny etap – panele winylowe okazały się zbawieniem, bo nie boją się wilgoci z kuchni ani kropli kawy. Po tygodniu układania odkryłam, że cokół trzeba było dopasować do nierównej ściany. W sypialni postawiłam na lozko z pojemnikiem na posciel, które pomieści całą zimową kołdrę. To rozwiązanie uratowało mnie przed kupnem dodatkowej komody. Przy remoncie mieszkania często zapominamy o detalach, a to one robią robotę – małe listwy przypodłogowe, gładź na suficie schowana za listwą. Kiedy w końcu mogłam wstawić meble, poczułam, że to miejsce ma duszę.

Mieszkasz w bloku z wielkiej płyty albo w kawalerce i zastanawiasz się, jak zmieścić w salonie wszystko, czego potrzebujesz? Sama przez to przechodziłam. Dwadzieścia dwa metry kwadratowe, jedno pomieszczenie do życia, spania i przyjmowania gości. Klucz okazał się banalny: postawić na meble, które pracują na dwa etaty. Zamiast tradycyjnej sofy wybrałam kanapę z funkcją spania z mechanizmem DL, który rozkłada się błyskawicznie, bez zdejmowania poduszek. Do tego stelaz listwowy pod materac piankowy zapewnia wygodę porównywalną z łóżkiem w sypialni. I nikt nie narzeka, że kanapa jest niewygodna.

Łazienka to wyzwanie – małe metraże zmuszają do sprytu. Zamiast wanny zamontowałam prysznic z odpływem liniowym, a nad nim szafkę z lustrem. W trakcie remontu mieszkania zdałam sobie sprawę, że kafelki w małym wzorze optycznie powiększają przestrzeń. Położenie płytek zajęło dwa dni, ale efekt jest taki, że łazienka wydaje się większa niż jest. Pamiętaj, aby zostawić zapas płytek – ja tego nie zrobiłam i dokupowanie odcienia o numer wyżej to był koszmar. Lepiej zamówić 10% więcej, niż potem szukać po składach.

Na koniec dodam, że w małym salonie mniej znaczy więcej. Nie kupuję bibelotów, nie stawiam pięciu poduszek dekoracyjnych na kanapie. Wybieram jedną, ale porządną. Zamiast regału na książki mam dwa wiszące moduły nad kanapą. Każdy ma 40 cm głębokości, więc nie zabierają podłogi. Na nich stoi kilka roślin doniczkowych i ramka ze zdjęciem. Reszta książek ląduje w pojemniku pod łóżkiem. To działa. Przestrzeń oddycha, a ja nie czuję się przytłoczona. I to jest najważniejsze w małym salonie.

Kiedy w końcu po tygodniu pracy siadam z herbatą na kanapie, to najpierw zwracam uwagę na światło. Nie na kolor ścian czy nowy dywan, ale na to, jak lampy do salonu rozkładają się po pokoju. Przerobiłam już kilka mieszkań, od trzydziestometrowej kawalerki po większe przestrzenie, i wiem jedno: złe oświetlenie potrafi zepsuć nawet najdroższe meble. A dobre, nawet w tanich aranżacjach, robi magię. Pamiętam, jak w pierwszym wynajmowanym mieszkaniu wisiała jedna goła żarówka u sufitu. Szybko okazało się, że to najgorszy pomysł, bo wieczorem każdy kąt wyglądał ponuro. Od tamtej pory testuję różne rozwiązania i wiem, że klucz tkwi w planie.